Ponad połowa Polaków otrzymująca brytyjski zasiłek na dzieci, pobiera takie samo świadczenie w rodzinnym kraju.
– Nie nadążamy z pracą, od 2004 roku zatrudniliśmy osiem nowych osób,
ale i tak zalegają u nas stosy podań. Nic nie poradzimy, gdyż liczba
formularzy z Wielkiej Brytanii wzrosła o 500 procent – mówi pani
Agnieszka Zabłocka z Regionalnego Ośrodka Polityki Społecznej w
Gdańsku. porządnie przegrzana i całkiem możliwe, że niedługo padnie –
tak można byłoby podsumować sytuację polskich i brytyjskich ośrodków
zajmujących się rozpatrywaniem świadczeń rodzinnych dla emigrantów.
Powody zbliżającej się katastrofy są dwa: nadmiar pra
Machina świadczeń i benefitów dla Polaków pracujących w Wielkiej
Brytanii jestcy wywołany ogromem podań i ewidentne usterki w systemie,
które powodują, że świadomie lub nie, w prawie co drugim przypadku
dochodzi do kumulacji świadczeń rodzinnych.
Według danych Brytyjskiego Urzędu Podatkowego HM Inland Revenue and
Customs, liczba świadczeń rodzinnych dla Polaków na dzieci mieszkające
poza Wielką Brytanią, wynosi 12988. Jednocześnie podobne dane dla
innych krajów środkowoeuropejskiej ósemki, która przystąpiła do Unii
Europejskiej w 2004 roku (poza Maltą i Cyprem) to: 623 podania dla
Słowaków, 313 dla Litwinów, 126 dla mieszkańców Łotwy i 68 dla Czechów.
Jak donosi jeden z brytyjskich dzienników, takie dane wskazują, że
gdyby każdy z ok. 14 tysięcy pobierających miał jedno dziecko, to suma
świadczeń wysyłanych do rodzin mieszkających w Europie
Środkowo-Wschodniej kosztuje brytyjski rząd ok. 253-400 funtów
tygodniowo, czyli około milion funtów miesięcznie. Jak kalkuluje dalej
„Daily Mail”, kwota ta odnosi się jedynie do zasiłku rodzinnego, czyli
tzw. Child Benefit, a przecież w większości przypadków świadczeniu temu
towarzyszy również dodatek socjalny w postaci Tax Credit, który może
wynosić kolejne 100 funtów tygodniowo. Brytyjski dziennik podsumowuje
wreszcie, że rocznie świadczenia rodzinne wysyłane do rodzin
pracowników z Europy Środkowo-Wschodniej kosztują brytyjski system 125
milionów funtów rocznie.
A wszystko zaczęło się w 2004 roku, gdy Polsce otworzono brytyjski
rynek pracy i co za tym idzie, dostęp do świadczeń socjalnych. Jednak w
2004 roku praktycznie nie odnotowano podań o zasiłki rodzinne. W miarę
jak emigranci przyswajali się do nowych warunków na wyspach obok
licznych wad odkrywać zaczęli również zalety brytyjskiego systemu
świadczeń socjalnych.
Świadczenia nie są dla was!
Jeszcze półtora roku temu na ulicach Birmingham, w regionie West
Midlands, można było usłyszeć sfrustrowanych kierowców autobusów,
których angielscy koledzy z pracy „uprzejmie informowali”, że
świadczenia socjalne nie są dla nich. Dziś do rąk prawie każdego
polskiego kierowcy wpada 18 czy 30 funtów (na dwoje dzieci) tygodniowo
w postaci świadczeń rodzinnych.
Piotr z Bristolu podaje się za pierwszego Polaka w mieście, który „stoczył wojnę o zasiłek”.
– Gdy udałem się do Citizen Advice Bureau, prosząc o pomoc w otrzymaniu
świadczeń, urzędnicy nie wierzyli, że zasiłek w ogóle mi się należy,
zwłaszcza że moja żona i dzieci mieszkają w Polsce. Byłem uparty, bo
wiedziałem, że mam rację. Brytyjczycy byli jednak bardzo podejrzliwi,
bo po raz pierwszy spotkali się z takim przypadkiem. Musiałem przejść
szereg kontroli, a nawet wizyt domowych, aż wreszcie przyznano mi
świadczenia – relacjonuje mężczyzna.
Piotr nie żałuje zawziętości, z jaką wałczył o świadczenia i jak
tłumaczy, to on „otworzył drogę innym Polakom w Bristolu starającym się
o przysługujące im dodatki socjalne”.
Brytyjska hojność
Pani Agnieszka Zabłocka, której biuro zajmowało się m.in. sprawą pana
Piotra w jego rodzinnym mieście Gdańsku, jest jednak mniej zadowolona z
„lawiny” podań, jaka w ostatnim czasie zaczęła napływać do jej urzędu.
I choć mieszkając w Polsce urzędniczka, rozumie w pełni ciężkie warunki
niektórych rodzin, dla urzędników sprawy tych zasiłków to katorżnicza
praca.
– Dla wielu polskich matek, które zostały w Polsce, podczas gdy ich
mężowie wyjechali do pracy za granicę, brytyjskie zasiłki rodzinne na
dzieci to duży zastrzyk finansowy – mówi Agnieszka Zabłocka. – Czasami
przy większej ilości dzieci, gdy kwota zasiłku jest proporcjonalnie
wyższa, gospodarna żona może utrzymać z angielskiego zasiłku całą
rodzinę – dodaje urzędniczka.
Podkreśla, że m.in. z tego powodu wiele matek liczniejszego potomstwa
przestaje pracować, uważając, że lepiej zająć się wychowaniem pięciorga
dzieci, używając w tym celu angielskich świadczeń, niż iść do pracy za
800 złotych. Decyzja taka nigdy nie mogłaby być podjęta w przypadku
polskiego „rodzinnego”, bo jak mówi pani Agnieszka, ten „nie starcza
nawet na mleko dla dziecka”.
Nic więc dziwnego, że zasiłki z zagranicy są dla polskich rodzin
niezwykle kuszące i coraz częściej stają się dla wielu jednym z powodów
wyjazdu za granicę. Jak tłumaczy pani Agnieszka, do jej biura coraz
częściej dzwonią petenci, pytając, gdzie w Europie są najlepsze
świadczenia. Decyzje, gdzie wyjechać do pracy lub może lepiej „po
zasiłek”, opierają właśnie na wysokości świadczeń socjalnych w danym
kraju.
Do Europy – po świadczenia
Ten nowy trend mówiący o zasiłku rodzinnym jako o kryterium wyboru
kraju przez polskiego emigranta widać między innymi w województwie
podlaskim, gdzie w 2005 roku z ogółu 244 spraw dotyczących świadczeń
rodzinnych zza zagranicy, 19 odnosiło się do zasiłków z Wielkiej
Brytanii. We wrześniu 2007 roku z 1288 podań 474 pochodziło z Wysp.
Rekordy w ilości podań o świadczenia biją przede wszystkim te regiony
Polski, z których wyjechało za granicę najwięcej osób. Do pomorskiego
ROPS-u w 2005 roku napłynęły dwa podania. W 2006 roku – 498, a od
stycznia do chwili obecnej rozpatrzono już 1500 świadczeń. Statystyka
liczby podań napływających do Dolnośląskiego Ośrodka Polityki
Społecznej jest bardzo podobna: 18 w 2005 roku, 227 w 2006 roku, 1035
od stycznia do września tego roku. I chociaż, tak jak w Gdańsku, we
Wrocławiu uruchomiono również dodatkowe etaty, nie sposób uniknąć
zamieszania w administracji przy tak wielkiej ilości petentów.
Lawina podań
Ogrom pracy, z jaką mają do czynienia Regionalne Ośrodki Polityki
Społecznej potwierdzają dane Instytucji Łącznikowej Polskiego
Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej. W 2004 roku odnotowała ona
tylko 7 podań o brytyjskie zasiłki rodzinne, w 2005 roku – 202 a w 2006
roku – 5136. Należy podkreślić, że jest to liczba formularzy
(wniosków), które instytucja brytyjska przesłała do polskich instytucji
celem sprawdzenia, czy dana rodzina nie pobiera również świadczeń
rodzinnych w Polsce. Z informacji pochodzących od urzędników instytucji
brytyjskiej wynika, iż wielu Polakom przyznaje się świadczenia bez
przesyłania do Polski stosownych dokumentów, zatem dane, które
posiadają Anglicy na pewno nie są faktycznym odzwierciedleniem sytuacji.
Jakie są zatem realia pobierania świadczeń rodzinnych zza granicy na dzieci w Polsce?
Należy się!
Pani Malgorzata mieszka w Gdańsku z dwójką dzieci, 15-letnim synem i
17-letnią córką. Jej mąż pracuje jako kierowca ciężarówki w Stockton
upon Tees koło Middlesbrough.
Jak mówi kobieta, proces ubiegania się o zasiłek rodzinny nie był
skomplikowany i nawet udało się otrzymać rekompensatę za kilka
miesięcy, które upłynęły od złożenia podania. Pani Małgosia zarabia w
Polce ok. 1.600 złotych miesięcznie. Z tym średnim, jak na polskie
warunki dochodem, polski zasiłek rodzinny nigdy by jej nie
przysługiwał. Świadczenia rodzinne z Anglii spadły więc jak z nieba.
Teraz pozwalają jej na posłanie dzieci na dodatkowe zajęcia języka
angielskiego i sportowe.
– Nie są to ogromne kwoty, ale te pieniądze wynagradzają nam rozłąkę, a
poza tym nie musimy się liczyć z każdym groszem – mówi pani Małgorzata.
Na pytanie, czy nie uważa, że niektórym Anglikom wydaje się to nie
fair, że funty wysyłane w postaci świadczeń rodzinnych do Polski
„uciekają” bezpowrotnie z Anglii, odpowiada: – Mieszkamy w Unii
Europejskiej, granice się zacierają i przepływ pieniędzy nie jest
dwustronny, ale wielostronny. Teraz zupełnie normalne jest to, że
pieniądze zarabiane w jednym kraju wydaje się w drugim.
Mąż pani Małgorzaty osiąga rocznie dochód w wysokości ok. 30 tys.
funtów. Na córkę i syna w Polsce dostaje dodatkowo 30 funtów
tygodniowo, które wysyła do Gdańska.
O dobrodziejstwie brytyjskich świadczeń socjalnych przekonała się
również inna Polka – mieszkająca w Luton Magda. Ta kobieta samotnie
wychowująca dziecko, po dwóch latach pracy na Wyspach musiała wrócić do
Polski ze względów zdrowotnych. Obecnie pobiera cały pakiet zasiłków:
Child Benefit, Child Tax Credit (czyli tzw. rodzinne), Income Support
(który przysługuje jej jako bezrobotnej) oraz Housing Benefit i Council
Tax Credit jako dofinansowanie do mieszkania. W sumie miesięcznie na
jej konto wpływa ok. 700 funtów i chociaż ta dość znaczna kwota może
budzić podejrzenia, to w przypadku pani Magdy nie ma jednak w tym nic
nielegalnego. Kobieta przed przejściem na bezrobocie regularnie
odprowadzała do brytyjskiego skarbu państwa podatki i inne opłaty,
dlatego teraz ma takie same prawa jak obywatel brytyjski.
Polak potrafi
A jednak tak czysta sytuacja, jak w przypadku Małgorzaty i Piotra czy
samotnej matki z Luton to rzadkość w wypadku brytyjskich zasiłków dla
Polaków. Biorąc pod uwagę jedynie „rodzinne”, na porządku dziennym
dochodzi do defraudacji i różnego rodzaju oszustw spowodowanych
umyślnie lub nie. W województwie świętokrzyskim, gdzie liczba podań o
świadczenia z Wielkiej Brytanii wzrosła z 7 w 2005 roku do 675 w 2007
roku, do kumulacji świadczeń dochodzi w 45-50 proc. przypadków.
Podobnie wygląda sytuacja w województwie podlaskim, gdzie jak szacują
tamtejsi urzędnicy, „podwójne pobrania wystąpiły w przypadku około 40
proc. Spraw”.
Jak to się dzieje?
Tłumaczeń i usprawiedliwień jest niemalże tyle samo, co przypadków. Pan
Piotr Klag z DOPS-u wyjaśnia przyczyny kumulacji w następujący sposób:
– Na 1280 spraw, które do nas wpłynęły z Anglii, ok. 50 proc. z nich to
równoczesne pobieranie świadczeń w tym samym okresie w Polsce i Anglii.
Myślę, że wynika to z tego, że angielscy urzędnicy po przyjęciu wniosku
wypłacają świadczenia, a dopiero potem pytają, czy jest się do niego
uprawnionym w Polsce – mówi.
Instytucja angielska, informując polską instytucję o pobieraniu
świadczeń przez polskiego pracownika, często pisze, że nie wymaga
odpowiedzi. Jest to niezrozumiałe, ponieważ w większości przypadków
Polska jest pierwszym krajem do wypłaty świadczeń rodzinnych i Anglia
nie powinna wypłacać pełnej kwoty, tylko różnicę.
Dla porównania w Niemczech równoczesne pobieranie świadczeń to ok.10
proc. przypadków. Urzędnicy niemieccy najpierw zapytują o uprawnienie
do zasiłków w Polsce i dopiero po otrzymaniu odpowiedzi wypłacają
należne świadczenia.
W podobny sposób proceder tłumaczy urzędniczka z Gdańska. – W latach
2005 i 2006 brytyjscy urzędnicy zanim przyznawali świadczenia, wysyłali
tzw. formularze E411 w celu wymiany informacji o osobie ubiegającej się
o zasiłek. Polska strona sprawdzała wówczas, czy taka rodzina nie
pobiera polskiego rodzinnego i wysyłała informacje do Wielkiej
Brytanii. Niestety w związku z ogromem podań tamtejsi urzędnicy
skrócili proces przyznawania benefitów do minimum, odkładając na
później etap wymiany informacji z Polską.
Co na to prawo?
Według europejskiego ustawodawstwa o koordynacji świadczeń socjalnych,
zasiłek rodzinny można pobierać tylko w jednym kraju. W przypadku, gdy
oboje rodzice pracują, można skorzystać z tzw. systemu koordynacji,
mówiącego o tym, że kraj małżonka zarabiającego więcej i posiadającego
prawo do większych zasiłków, wyrównuje wartość świadczeń pobranych w
kraju małżonka zarabiającego mniej i o mniejszych świadczeniach. W
każdym innym przypadku pobieranie podwójnych świadczeń jest nielegalne
i będzie karane.
Na Pomorzu, gdzie do podwójnego pobierania dochodzi w 30 proc.
przypadków, urzędnicy tłumaczą przyczyny kumulacji świadczeń, nie jako
błąd administracji, ale jako zwykłą ludzką chciwość.
– Tak robią ludzie zwłaszcza z małych miejscowości, którzy myślą, że
urzędnicy w Wielkiej Brytanii nigdy nie dowiedzą się, że również w
Polsce pobierają rodzinne – mówią urzędnicy z Pomorza.
Kiedy osoby takie wzywane są w celu wyjaśnienia sprawy tłumaczą się
nieznajomością prawa lub tym, że nie znają miejsca pobytu mieszkającego
w Anglii męża lub żony i nie wiedzą, jakie sprawy są tam przez nich
załatwiane. O ile w pierwszym przypadku polscy urzędnicy są w stanie
uwierzyć, o tyle tłumaczenie żon i matek, które rzekomo nie wiedzą,
gdzie podziewa się i pracuje mąż oraz skąd wpływa na ich konto
angielskie rodzinne, jest mniej zrozumiałe.
Oszuści zostaną ukarani
Agnieszka Zabłocka z Gdańska zapewnia jednak, że każdy oszust i każdy
jeden przypadek pobierania podwójnych świadczeń prędzej czy później
zostanie znaleziony. To przekonanie podziela jej koleżanka ze
świętokrzyskiego ROPS-u. Mimo iż cały proces jest długotrwały i
skomplikowany, prawda zawsze wyjdzie na jaw.
– Największe problemy mamy ze ściągnięciem świadczeń rodzinnych
nienależnie pobranych właśnie z Wielkiej Brytanii. Z uwagi na fakt, że
czasem całe rodziny wyjechały do Wielkiej Brytanii, dochodzenie o
bezprawnie pobranych świadczeniach w Polsce trwa przez kilka miesięcy –
tłumaczy Iwona Sinkiewicz. – W ostateczności, z uwagi na brak kontaktu
ze świadczeniobiorcami, kwoty nadpłacone przez Polskę ściągamy z Anglii.
Pierwszym sposobem odzyskania pieniędzy utraconych przez polski Skarb
Państwa, jakie niesłusznie zostały wypłacone w postaci zasiłków
rodzinnych, jest kontakt z angielską instytucją. Ta ostatnia wypłacając
brytyjskie świadczenia, ma za zadanie odciągnąć wartość polskiego
rodzinnego z kwoty angielskich zasiłków wypłacanych Polakowi
pracującemu na Wyspach. Jeśli taki proces nie jest skuteczny, wówczas
do matki z dziećmi mieszkającej w Polsce wysyła się komornika w celu
egzekucji pieniędzy.
Niestety obok oszustów, którzy starają się „zbić fortunę” na
świadczeniach są i tacy Polacy, którzy stali się ofiarami
administracyjnego bałaganu i niedoskonałości procedur, na jakich opiera
się przyznawanie świadczeń rodzinnych.
Ofiary rodzinnego
– Do mnie te pieniądze nie dochodzą – mówi pani Bogusia. Ojciec jej
dziecka wyjechał do Anglii i tam bez jej wiedzy zaczął pobierać na syna
angielskie rodzinne. Po tym, jak polscy urzędnicy odkryli całą
sytuację, pani Bogusi wstrzymano polskie świadczenia. Ojciec dziecka
wciąż jednak otrzymuje i zatrzymuje dla siebie angielski zasiłek, a
kobiecie rosną odsetki od kwoty, jaką kazano jej zwrócić za okres kilku
miesięcy, kiedy bez jej wiedzy doszło do kumulacji zasiłków. Urząd
odpowiedzialny za świadczenia rodzinne w Gdańsku zobowiązał się
rozwiązać sprawę. Pani Bogusia martwi się jednak, że skończy się na
tym, że nie dość, że nie odzyska świadczeń na syna, to jeszcze będzie
musiała oddać pobraną wcześniej sumę polskiego zasiłku plus procenty,
podczas gdy ojciec dziecka bezkarnie korzysta z angielskich świadczeń,
jakie zostały mu przyznane w Anglii na dziecko.
System to farsa
Z podobna „wadą” systemu koordynacji świadczeń rodzinnych spotkał się
pan Henryk. Po kilku latach pobytu i pracy w Anglii, podczas których
pobierał zasiłek na rodzinę w Polsce, pan Henryk postanowił wreszcie
wrócić do kraju. Po powrocie uczciwy mężczyzna poinformował odpowiednie
instytucje o zmianie swojego miejsca pobytu i pracy, próbując w ten
sposób odwołać pobieranie angielskich zasiłków. Jak się okazało, bycie
uczciwym w przypadku pana Henryka bardzo się opłacało, bo, pomimo że
mężczyzna chciał zrzec się angielskich benefitów, które mu się nie
należą, na jego konto wciąż wpływają funty z brytyjskich instytucji.
Powód jest podobny jak w przypadku pani Bogusi – nieład i bałagan w
systemie.
Wniosek wydaje się być tragikomiczny – tak jak w życiu, podczas gdy
jedni na całym zamieszaniu zyskują, ci, którym świadczenia najbardziej
się należą, nie mogą ich uzyskać.
Dorota Bawołek – Goniec Polski
Biorę podwójnie
Poniedziałek, 21 stycznia 2008 14:25Ponad połowa Polaków otrzymująca brytyjski zasiłek na dzieci, pobiera takie samo świadczenie w rodzinnym kraju.
– Nie nadążamy z pracą, od 2004 roku zatrudniliśmy osiem nowych osób, ale i tak zalegają u nas stosy podań. Nic nie poradzimy, gdyż liczba formularzy z Wielkiej Brytanii wzrosła o 500 procent – mówi pani Agnieszka Zabłocka z Regionalnego Ośrodka Polityki Społecznej w Gdańsku. porządnie przegrzana i całkiem możliwe, że niedługo padnie – tak można byłoby podsumować sytuację polskich i brytyjskich ośrodków zajmujących się rozpatrywaniem świadczeń rodzinnych dla emigrantów. Powody zbliżającej się katastrofy są dwa: nadmiar pra
Machina świadczeń i benefitów dla Polaków pracujących w Wielkiej Brytanii jestcy wywołany ogromem podań i ewidentne usterki w systemie, które powodują, że świadomie lub nie, w prawie co drugim przypadku dochodzi do kumulacji świadczeń rodzinnych.
Według danych Brytyjskiego Urzędu Podatkowego HM Inland Revenue and Customs, liczba świadczeń rodzinnych dla Polaków na dzieci mieszkające poza Wielką Brytanią, wynosi 12988. Jednocześnie podobne dane dla innych krajów środkowoeuropejskiej ósemki, która przystąpiła do Unii Europejskiej w 2004 roku (poza Maltą i Cyprem) to: 623 podania dla Słowaków, 313 dla Litwinów, 126 dla mieszkańców Łotwy i 68 dla Czechów.
Jak donosi jeden z brytyjskich dzienników, takie dane wskazują, że gdyby każdy z ok. 14 tysięcy pobierających miał jedno dziecko, to suma świadczeń wysyłanych do rodzin mieszkających w Europie Środkowo-Wschodniej kosztuje brytyjski rząd ok. 253-400 funtów tygodniowo, czyli około milion funtów miesięcznie. Jak kalkuluje dalej „Daily Mail”, kwota ta odnosi się jedynie do zasiłku rodzinnego, czyli tzw. Child Benefit, a przecież w większości przypadków świadczeniu temu towarzyszy również dodatek socjalny w postaci Tax Credit, który może wynosić kolejne 100 funtów tygodniowo. Brytyjski dziennik podsumowuje wreszcie, że rocznie świadczenia rodzinne wysyłane do rodzin pracowników z Europy Środkowo-Wschodniej kosztują brytyjski system 125 milionów funtów rocznie.
A wszystko zaczęło się w 2004 roku, gdy Polsce otworzono brytyjski rynek pracy i co za tym idzie, dostęp do świadczeń socjalnych. Jednak w 2004 roku praktycznie nie odnotowano podań o zasiłki rodzinne. W miarę jak emigranci przyswajali się do nowych warunków na wyspach obok licznych wad odkrywać zaczęli również zalety brytyjskiego systemu świadczeń socjalnych.
Świadczenia nie są dla was!
Jeszcze półtora roku temu na ulicach Birmingham, w regionie West Midlands, można było usłyszeć sfrustrowanych kierowców autobusów, których angielscy koledzy z pracy „uprzejmie informowali”, że świadczenia socjalne nie są dla nich. Dziś do rąk prawie każdego polskiego kierowcy wpada 18 czy 30 funtów (na dwoje dzieci) tygodniowo w postaci świadczeń rodzinnych.
Piotr z Bristolu podaje się za pierwszego Polaka w mieście, który „stoczył wojnę o zasiłek”.
– Gdy udałem się do Citizen Advice Bureau, prosząc o pomoc w otrzymaniu świadczeń, urzędnicy nie wierzyli, że zasiłek w ogóle mi się należy, zwłaszcza że moja żona i dzieci mieszkają w Polsce. Byłem uparty, bo wiedziałem, że mam rację. Brytyjczycy byli jednak bardzo podejrzliwi, bo po raz pierwszy spotkali się z takim przypadkiem. Musiałem przejść szereg kontroli, a nawet wizyt domowych, aż wreszcie przyznano mi świadczenia – relacjonuje mężczyzna.
Piotr nie żałuje zawziętości, z jaką wałczył o świadczenia i jak tłumaczy, to on „otworzył drogę innym Polakom w Bristolu starającym się o przysługujące im dodatki socjalne”.
Brytyjska hojność
Pani Agnieszka Zabłocka, której biuro zajmowało się m.in. sprawą pana Piotra w jego rodzinnym mieście Gdańsku, jest jednak mniej zadowolona z „lawiny” podań, jaka w ostatnim czasie zaczęła napływać do jej urzędu. I choć mieszkając w Polsce urzędniczka, rozumie w pełni ciężkie warunki niektórych rodzin, dla urzędników sprawy tych zasiłków to katorżnicza praca.
– Dla wielu polskich matek, które zostały w Polsce, podczas gdy ich mężowie wyjechali do pracy za granicę, brytyjskie zasiłki rodzinne na dzieci to duży zastrzyk finansowy – mówi Agnieszka Zabłocka. – Czasami przy większej ilości dzieci, gdy kwota zasiłku jest proporcjonalnie wyższa, gospodarna żona może utrzymać z angielskiego zasiłku całą rodzinę – dodaje urzędniczka.
Podkreśla, że m.in. z tego powodu wiele matek liczniejszego potomstwa przestaje pracować, uważając, że lepiej zająć się wychowaniem pięciorga dzieci, używając w tym celu angielskich świadczeń, niż iść do pracy za 800 złotych. Decyzja taka nigdy nie mogłaby być podjęta w przypadku polskiego „rodzinnego”, bo jak mówi pani Agnieszka, ten „nie starcza nawet na mleko dla dziecka”.
Nic więc dziwnego, że zasiłki z zagranicy są dla polskich rodzin niezwykle kuszące i coraz częściej stają się dla wielu jednym z powodów wyjazdu za granicę. Jak tłumaczy pani Agnieszka, do jej biura coraz częściej dzwonią petenci, pytając, gdzie w Europie są najlepsze świadczenia. Decyzje, gdzie wyjechać do pracy lub może lepiej „po zasiłek”, opierają właśnie na wysokości świadczeń socjalnych w danym kraju.
Do Europy – po świadczenia
Ten nowy trend mówiący o zasiłku rodzinnym jako o kryterium wyboru kraju przez polskiego emigranta widać między innymi w województwie podlaskim, gdzie w 2005 roku z ogółu 244 spraw dotyczących świadczeń rodzinnych zza zagranicy, 19 odnosiło się do zasiłków z Wielkiej Brytanii. We wrześniu 2007 roku z 1288 podań 474 pochodziło z Wysp. Rekordy w ilości podań o świadczenia biją przede wszystkim te regiony Polski, z których wyjechało za granicę najwięcej osób. Do pomorskiego ROPS-u w 2005 roku napłynęły dwa podania. W 2006 roku – 498, a od stycznia do chwili obecnej rozpatrzono już 1500 świadczeń. Statystyka liczby podań napływających do Dolnośląskiego Ośrodka Polityki Społecznej jest bardzo podobna: 18 w 2005 roku, 227 w 2006 roku, 1035 od stycznia do września tego roku. I chociaż, tak jak w Gdańsku, we Wrocławiu uruchomiono również dodatkowe etaty, nie sposób uniknąć zamieszania w administracji przy tak wielkiej ilości petentów.
Lawina podań
Ogrom pracy, z jaką mają do czynienia Regionalne Ośrodki Polityki Społecznej potwierdzają dane Instytucji Łącznikowej Polskiego Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej. W 2004 roku odnotowała ona tylko 7 podań o brytyjskie zasiłki rodzinne, w 2005 roku – 202 a w 2006 roku – 5136. Należy podkreślić, że jest to liczba formularzy (wniosków), które instytucja brytyjska przesłała do polskich instytucji celem sprawdzenia, czy dana rodzina nie pobiera również świadczeń rodzinnych w Polsce. Z informacji pochodzących od urzędników instytucji brytyjskiej wynika, iż wielu Polakom przyznaje się świadczenia bez przesyłania do Polski stosownych dokumentów, zatem dane, które posiadają Anglicy na pewno nie są faktycznym odzwierciedleniem sytuacji.
Jakie są zatem realia pobierania świadczeń rodzinnych zza granicy na dzieci w Polsce?
Należy się!
Pani Malgorzata mieszka w Gdańsku z dwójką dzieci, 15-letnim synem i 17-letnią córką. Jej mąż pracuje jako kierowca ciężarówki w Stockton upon Tees koło Middlesbrough.
Jak mówi kobieta, proces ubiegania się o zasiłek rodzinny nie był skomplikowany i nawet udało się otrzymać rekompensatę za kilka miesięcy, które upłynęły od złożenia podania. Pani Małgosia zarabia w Polce ok. 1.600 złotych miesięcznie. Z tym średnim, jak na polskie warunki dochodem, polski zasiłek rodzinny nigdy by jej nie przysługiwał. Świadczenia rodzinne z Anglii spadły więc jak z nieba. Teraz pozwalają jej na posłanie dzieci na dodatkowe zajęcia języka angielskiego i sportowe.
– Nie są to ogromne kwoty, ale te pieniądze wynagradzają nam rozłąkę, a poza tym nie musimy się liczyć z każdym groszem – mówi pani Małgorzata. Na pytanie, czy nie uważa, że niektórym Anglikom wydaje się to nie fair, że funty wysyłane w postaci świadczeń rodzinnych do Polski „uciekają” bezpowrotnie z Anglii, odpowiada: – Mieszkamy w Unii Europejskiej, granice się zacierają i przepływ pieniędzy nie jest dwustronny, ale wielostronny. Teraz zupełnie normalne jest to, że pieniądze zarabiane w jednym kraju wydaje się w drugim.
Mąż pani Małgorzaty osiąga rocznie dochód w wysokości ok. 30 tys. funtów. Na córkę i syna w Polsce dostaje dodatkowo 30 funtów tygodniowo, które wysyła do Gdańska.
O dobrodziejstwie brytyjskich świadczeń socjalnych przekonała się również inna Polka – mieszkająca w Luton Magda. Ta kobieta samotnie wychowująca dziecko, po dwóch latach pracy na Wyspach musiała wrócić do Polski ze względów zdrowotnych. Obecnie pobiera cały pakiet zasiłków: Child Benefit, Child Tax Credit (czyli tzw. rodzinne), Income Support (który przysługuje jej jako bezrobotnej) oraz Housing Benefit i Council Tax Credit jako dofinansowanie do mieszkania. W sumie miesięcznie na jej konto wpływa ok. 700 funtów i chociaż ta dość znaczna kwota może budzić podejrzenia, to w przypadku pani Magdy nie ma jednak w tym nic nielegalnego. Kobieta przed przejściem na bezrobocie regularnie odprowadzała do brytyjskiego skarbu państwa podatki i inne opłaty, dlatego teraz ma takie same prawa jak obywatel brytyjski.
Polak potrafi
A jednak tak czysta sytuacja, jak w przypadku Małgorzaty i Piotra czy samotnej matki z Luton to rzadkość w wypadku brytyjskich zasiłków dla Polaków. Biorąc pod uwagę jedynie „rodzinne”, na porządku dziennym dochodzi do defraudacji i różnego rodzaju oszustw spowodowanych umyślnie lub nie. W województwie świętokrzyskim, gdzie liczba podań o świadczenia z Wielkiej Brytanii wzrosła z 7 w 2005 roku do 675 w 2007 roku, do kumulacji świadczeń dochodzi w 45-50 proc. przypadków. Podobnie wygląda sytuacja w województwie podlaskim, gdzie jak szacują tamtejsi urzędnicy, „podwójne pobrania wystąpiły w przypadku około 40 proc. Spraw”.
Jak to się dzieje?
Tłumaczeń i usprawiedliwień jest niemalże tyle samo, co przypadków. Pan Piotr Klag z DOPS-u wyjaśnia przyczyny kumulacji w następujący sposób: – Na 1280 spraw, które do nas wpłynęły z Anglii, ok. 50 proc. z nich to równoczesne pobieranie świadczeń w tym samym okresie w Polsce i Anglii. Myślę, że wynika to z tego, że angielscy urzędnicy po przyjęciu wniosku wypłacają świadczenia, a dopiero potem pytają, czy jest się do niego uprawnionym w Polsce – mówi.
Instytucja angielska, informując polską instytucję o pobieraniu świadczeń przez polskiego pracownika, często pisze, że nie wymaga odpowiedzi. Jest to niezrozumiałe, ponieważ w większości przypadków Polska jest pierwszym krajem do wypłaty świadczeń rodzinnych i Anglia nie powinna wypłacać pełnej kwoty, tylko różnicę.
Dla porównania w Niemczech równoczesne pobieranie świadczeń to ok.10 proc. przypadków. Urzędnicy niemieccy najpierw zapytują o uprawnienie do zasiłków w Polsce i dopiero po otrzymaniu odpowiedzi wypłacają należne świadczenia.
W podobny sposób proceder tłumaczy urzędniczka z Gdańska. – W latach 2005 i 2006 brytyjscy urzędnicy zanim przyznawali świadczenia, wysyłali tzw. formularze E411 w celu wymiany informacji o osobie ubiegającej się o zasiłek. Polska strona sprawdzała wówczas, czy taka rodzina nie pobiera polskiego rodzinnego i wysyłała informacje do Wielkiej Brytanii. Niestety w związku z ogromem podań tamtejsi urzędnicy skrócili proces przyznawania benefitów do minimum, odkładając na później etap wymiany informacji z Polską.
Co na to prawo?
Według europejskiego ustawodawstwa o koordynacji świadczeń socjalnych, zasiłek rodzinny można pobierać tylko w jednym kraju. W przypadku, gdy oboje rodzice pracują, można skorzystać z tzw. systemu koordynacji, mówiącego o tym, że kraj małżonka zarabiającego więcej i posiadającego prawo do większych zasiłków, wyrównuje wartość świadczeń pobranych w kraju małżonka zarabiającego mniej i o mniejszych świadczeniach. W każdym innym przypadku pobieranie podwójnych świadczeń jest nielegalne i będzie karane.
Na Pomorzu, gdzie do podwójnego pobierania dochodzi w 30 proc. przypadków, urzędnicy tłumaczą przyczyny kumulacji świadczeń, nie jako błąd administracji, ale jako zwykłą ludzką chciwość.
– Tak robią ludzie zwłaszcza z małych miejscowości, którzy myślą, że urzędnicy w Wielkiej Brytanii nigdy nie dowiedzą się, że również w Polsce pobierają rodzinne – mówią urzędnicy z Pomorza.
Kiedy osoby takie wzywane są w celu wyjaśnienia sprawy tłumaczą się nieznajomością prawa lub tym, że nie znają miejsca pobytu mieszkającego w Anglii męża lub żony i nie wiedzą, jakie sprawy są tam przez nich załatwiane. O ile w pierwszym przypadku polscy urzędnicy są w stanie uwierzyć, o tyle tłumaczenie żon i matek, które rzekomo nie wiedzą, gdzie podziewa się i pracuje mąż oraz skąd wpływa na ich konto angielskie rodzinne, jest mniej zrozumiałe.
Oszuści zostaną ukarani
Agnieszka Zabłocka z Gdańska zapewnia jednak, że każdy oszust i każdy jeden przypadek pobierania podwójnych świadczeń prędzej czy później zostanie znaleziony. To przekonanie podziela jej koleżanka ze świętokrzyskiego ROPS-u. Mimo iż cały proces jest długotrwały i skomplikowany, prawda zawsze wyjdzie na jaw.
– Największe problemy mamy ze ściągnięciem świadczeń rodzinnych nienależnie pobranych właśnie z Wielkiej Brytanii. Z uwagi na fakt, że czasem całe rodziny wyjechały do Wielkiej Brytanii, dochodzenie o bezprawnie pobranych świadczeniach w Polsce trwa przez kilka miesięcy – tłumaczy Iwona Sinkiewicz. – W ostateczności, z uwagi na brak kontaktu ze świadczeniobiorcami, kwoty nadpłacone przez Polskę ściągamy z Anglii.
Pierwszym sposobem odzyskania pieniędzy utraconych przez polski Skarb Państwa, jakie niesłusznie zostały wypłacone w postaci zasiłków rodzinnych, jest kontakt z angielską instytucją. Ta ostatnia wypłacając brytyjskie świadczenia, ma za zadanie odciągnąć wartość polskiego rodzinnego z kwoty angielskich zasiłków wypłacanych Polakowi pracującemu na Wyspach. Jeśli taki proces nie jest skuteczny, wówczas do matki z dziećmi mieszkającej w Polsce wysyła się komornika w celu egzekucji pieniędzy.
Niestety obok oszustów, którzy starają się „zbić fortunę” na świadczeniach są i tacy Polacy, którzy stali się ofiarami administracyjnego bałaganu i niedoskonałości procedur, na jakich opiera się przyznawanie świadczeń rodzinnych.
Ofiary rodzinnego
– Do mnie te pieniądze nie dochodzą – mówi pani Bogusia. Ojciec jej dziecka wyjechał do Anglii i tam bez jej wiedzy zaczął pobierać na syna angielskie rodzinne. Po tym, jak polscy urzędnicy odkryli całą sytuację, pani Bogusi wstrzymano polskie świadczenia. Ojciec dziecka wciąż jednak otrzymuje i zatrzymuje dla siebie angielski zasiłek, a kobiecie rosną odsetki od kwoty, jaką kazano jej zwrócić za okres kilku miesięcy, kiedy bez jej wiedzy doszło do kumulacji zasiłków. Urząd odpowiedzialny za świadczenia rodzinne w Gdańsku zobowiązał się rozwiązać sprawę. Pani Bogusia martwi się jednak, że skończy się na tym, że nie dość, że nie odzyska świadczeń na syna, to jeszcze będzie musiała oddać pobraną wcześniej sumę polskiego zasiłku plus procenty, podczas gdy ojciec dziecka bezkarnie korzysta z angielskich świadczeń, jakie zostały mu przyznane w Anglii na dziecko.
System to farsa
Z podobna „wadą” systemu koordynacji świadczeń rodzinnych spotkał się pan Henryk. Po kilku latach pobytu i pracy w Anglii, podczas których pobierał zasiłek na rodzinę w Polsce, pan Henryk postanowił wreszcie wrócić do kraju. Po powrocie uczciwy mężczyzna poinformował odpowiednie instytucje o zmianie swojego miejsca pobytu i pracy, próbując w ten sposób odwołać pobieranie angielskich zasiłków. Jak się okazało, bycie uczciwym w przypadku pana Henryka bardzo się opłacało, bo, pomimo że mężczyzna chciał zrzec się angielskich benefitów, które mu się nie należą, na jego konto wciąż wpływają funty z brytyjskich instytucji. Powód jest podobny jak w przypadku pani Bogusi – nieład i bałagan w systemie.
Wniosek wydaje się być tragikomiczny – tak jak w życiu, podczas gdy jedni na całym zamieszaniu zyskują, ci, którym świadczenia najbardziej się należą, nie mogą ich uzyskać.
Dorota Bawołek – Goniec Polski
Wasze komentarze
Portal Goniec.com nie bierze odpowiedzialności za treść zamieszczonych tutaj opinii i zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy niezgodnych z Netykietą.