Amator nie fachowiec, ale i tak lepszy niż nikt. Pracodawcy w kraju zatrudniają kogo popadnie, bo nie mają pomysłu na przyciągnięcie wykwalifikowanych pracowników.
To już przestało być śmieszne nawet dla rodaków mieszkających w kraju. Niekompetencje ludzi pracujących na niemal wszystkich możliwych stanowiskach widać gołym okiem. Problemem stało się załatwienie choćby najprostszej sprawy. To, co niegdyś uchodziło za banalne zlecenie i trwało kilkanaście minut, dziś może zająć nawet kilka tygodni. Powód? Prawdziwi fachowcy od kilku lat siedzą na Wyspach Brytyjskich.
Przekonała się o tym pani Anna Jankowska z Warszawy. Przepaloną żarówkę samochodową udało jej się wymienić dopiero w trzecim warsztacie, bo elektrycy nawet nie wiedzieli, jak się zabrać do roboty. Jak opisuje Gazeta Wyborcza, gdy jeden z mechaników w końcu podjął się zlecenia, kompletnie spartaczył robotę. – Źle założył uszczelkę i lampa cały czas parowała – wścieka się na łamach ogólnopolskiego dziennika pani Anna. Co na to właściciel serwisu? – Musiałem jakoś zapełnić wakaty, bo fachowcy wyjechali do pracy w Irlandii – wyznał dziennikarzom.
Niestety podobne sytuacje należą w kraju do codzienności. Gdy Tomek z Poznania poszedł do salonu telefonii komórkowej przedłużyć umowę z operatorem, konsultant nie znał nawet podstawowych ofert ani promocji. – Bez przerwy gdzieś dzwonił albo biegał na zaplecze pytać innych pracowników – wspomina klient. – Aż w końcu sprzedał mi telefon z umową na zupełnie innych warunkach, niż wcześniej była mowa. Niestety dostałem do podpisania tylko krótką notkę o przedłużeniu umowy, a cały regulamin był do wglądu w centrali firmy. Kupiłem kota w worku – żali się.
Pół biedy, jeśli źle nam założą uszczelkę samochodową albo krzywo położą w domu kafelki. Prawdziwe kłopoty zaczynają się, gdy brakuje wykwalifikowanego personelu w służbie zdrowia. A ta stoi już na skraju przepaści.
Iwona skończyła niedawno studia medyczne i otrzymała prawo do wykonywania zawodu. Jako jedyna z roku postanowiła pracować w Polsce. Większość znajomych ze studiów od razu rozjechało się po świecie.
- Dyrektor szpitala dosłownie mnie wyściskał, bo przez ostatnie pół roku ludzie tylko odchodzili – dziewczyna wspomina rozmowę o pracę w jednej z wrocławskich klinik. – Na oddziale został ordynator, ja i kilka pielęgniarek. Zarobki nie są może najlepsze, ale ordynator codziennie przynosi mi ciasteczka i prezenciki, abym tylko nie postanowiła odejść. Chyba nie muszę wspominać, że nikt nie odważył się nawet zwrócić mi uwagi – mówi z rozbawieniem.
Ale nawet w dobie braku pracowników skargi się zdarzają. Głównie w sektorze budowlanym, gdzie na porządku dziennym są łapanki na chętnych do roboty na budowie.
- Firmy biorą ludzi, którzy zupełnie nie znają się na swojej pracy - uważa Katarzyna Trzecielińska z portalu Budowlany.pl. Jak wyznaje, kolejne ekipy tworzone są na poczekaniu, a za kielnie chwytają się piekarze, rolnicy i bezrobotni. Nie ma miejsca na naukę zawodu – sztukę budowlaną poznają od razu na rusztowaniu w czasie zlecenia. Bywa, że poprawia po nich kilka następnych ekip.
Jak poważnym problemem jest brak pracowników, pokazały sondaże Centrum Badań i Analiz Rynku. Aż co czwarta firma budowlana przyznała, że na ogłoszenie o pracę nie zgłosił się ani jeden chętny.
Pracodawcy liczą po cichu, że fachowców do kraju może przywiać z powrotem światowa recesja. Aby tylko się nie przeliczyli….
Tomasz Ziemba
Partacza zatrudnię od zaraz
Wtorek, 14 października 2008 14:11Amator nie fachowiec, ale i tak lepszy niż nikt. Pracodawcy w kraju zatrudniają kogo popadnie, bo nie mają pomysłu na przyciągnięcie wykwalifikowanych pracowników.
To już przestało być śmieszne nawet dla rodaków mieszkających w kraju. Niekompetencje ludzi pracujących na niemal wszystkich możliwych stanowiskach widać gołym okiem. Problemem stało się załatwienie choćby najprostszej sprawy. To, co niegdyś uchodziło za banalne zlecenie i trwało kilkanaście minut, dziś może zająć nawet kilka tygodni. Powód? Prawdziwi fachowcy od kilku lat siedzą na Wyspach Brytyjskich.
Przekonała się o tym pani Anna Jankowska z Warszawy. Przepaloną żarówkę samochodową udało jej się wymienić dopiero w trzecim warsztacie, bo elektrycy nawet nie wiedzieli, jak się zabrać do roboty. Jak opisuje Gazeta Wyborcza, gdy jeden z mechaników w końcu podjął się zlecenia, kompletnie spartaczył robotę. – Źle założył uszczelkę i lampa cały czas parowała – wścieka się na łamach ogólnopolskiego dziennika pani Anna. Co na to właściciel serwisu? – Musiałem jakoś zapełnić wakaty, bo fachowcy wyjechali do pracy w Irlandii – wyznał dziennikarzom.
Niestety podobne sytuacje należą w kraju do codzienności. Gdy Tomek z Poznania poszedł do salonu telefonii komórkowej przedłużyć umowę z operatorem, konsultant nie znał nawet podstawowych ofert ani promocji. – Bez przerwy gdzieś dzwonił albo biegał na zaplecze pytać innych pracowników – wspomina klient. – Aż w końcu sprzedał mi telefon z umową na zupełnie innych warunkach, niż wcześniej była mowa. Niestety dostałem do podpisania tylko krótką notkę o przedłużeniu umowy, a cały regulamin był do wglądu w centrali firmy. Kupiłem kota w worku – żali się.
Pół biedy, jeśli źle nam założą uszczelkę samochodową albo krzywo położą w domu kafelki. Prawdziwe kłopoty zaczynają się, gdy brakuje wykwalifikowanego personelu w służbie zdrowia. A ta stoi już na skraju przepaści.
Iwona skończyła niedawno studia medyczne i otrzymała prawo do wykonywania zawodu. Jako jedyna z roku postanowiła pracować w Polsce. Większość znajomych ze studiów od razu rozjechało się po świecie.
- Dyrektor szpitala dosłownie mnie wyściskał, bo przez ostatnie pół roku ludzie tylko odchodzili – dziewczyna wspomina rozmowę o pracę w jednej z wrocławskich klinik. – Na oddziale został ordynator, ja i kilka pielęgniarek. Zarobki nie są może najlepsze, ale ordynator codziennie przynosi mi ciasteczka i prezenciki, abym tylko nie postanowiła odejść. Chyba nie muszę wspominać, że nikt nie odważył się nawet zwrócić mi uwagi – mówi z rozbawieniem.
Ale nawet w dobie braku pracowników skargi się zdarzają. Głównie w sektorze budowlanym, gdzie na porządku dziennym są łapanki na chętnych do roboty na budowie.
- Firmy biorą ludzi, którzy zupełnie nie znają się na swojej pracy - uważa Katarzyna Trzecielińska z portalu Budowlany.pl. Jak wyznaje, kolejne ekipy tworzone są na poczekaniu, a za kielnie chwytają się piekarze, rolnicy i bezrobotni. Nie ma miejsca na naukę zawodu – sztukę budowlaną poznają od razu na rusztowaniu w czasie zlecenia. Bywa, że poprawia po nich kilka następnych ekip.
Jak poważnym problemem jest brak pracowników, pokazały sondaże Centrum Badań i Analiz Rynku. Aż co czwarta firma budowlana przyznała, że na ogłoszenie o pracę nie zgłosił się ani jeden chętny.
Pracodawcy liczą po cichu, że fachowców do kraju może przywiać z powrotem światowa recesja. Aby tylko się nie przeliczyli….
Tomasz Ziemba
Wasze komentarze (4)
Portal Goniec.com nie bierze odpowiedzialności za treść zamieszczonych tutaj opinii i zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy niezgodnych z Netykietą.